Na takiej imprezie jeszcze nie byłam.

Miało być wino i mus czekoladowy. Miałam być ja, Gniewek, Martyna, Gosia, Monika oraz Martyna z Anią. Miało być fajnie. Był wtorek. Wieczorna godzina. Przybyła tylko Martyna i Gosia. Emilce musiało być naprawdę smutno, gdy nawet Monika ją zlała. To przecież szczególny dzień. Monika nie złożyła się ze mną nawet na pizzę dla Em, chociaż my wcześniej to zrobiłyśmy. Dziwna to dziewczyna.

Wypiłyśmy wino, które kupiła Kruszynka i to, które dostała od Gosi. Gosia poszła wcześniej, później Martyna. Następnego wieczoru miałyśmy iść do klubu – tylko ja i Emil. Na tym miało skończyć się celebrowanie. Dlaczego tak się nie stało?

Pomyślałam, że powinnyśmy zaproponować imprezę Zosi i Gołębiowi, ponieważ wcześniej chórem zaśpiewały Emilce „Sto lat!” przez domowy. (Nota bene to było baardzo ciekawe wykonanie!). Stwierdziłam, że wypadałoby. Emcia się zgodziła, więc spokałyśmy się na dworze. Pojechałyśmy do Exclusive Club, gdzie czekała na nas loża, drinki i szampan o północy. Na początku było drętwo, ale później przysiedli się do nas znajomi Asi, impreza się rozkręciła. Po północy dziewczyny pojechały do akademika i tylko ja z eM zostałyśmy w klubie.

Myślałysmy, że zostaniemy jeszcze godzinkę i również się zmyjemy, nie udało się. Poznałam przystojnego studenta prawa i jego kumpla, który idealnie pasował do Emci. Troszkę podebatowaliśmy, pozowaliśmy do zdjęcia, które zostało później wrzucone na fejsa. Gdy Patryk zaproponował, żebyśmy imprezę skończyli u niego, bez większego oporu zgodziłyśmy się. Wiem, to było nieodpowiedzialne i bardzo lekkomyślne.

Poszliśmy na nogach. Emilka z Mariuszem z przodu, ja z Patrykiem za nimi. Było zimno, więc Patryk oddał mi swoje rękawiczki. To nic, że moje były w kieszeni. Droga była ciekawa, chłopcy kupili cytrynówkę, papierosy, Patryk  chciał, bym zgdziła się z nim spotkać następnego dnia. Gdy weszliśmy do mieszkania okazało się, że śpią tam jakieś dwie dziewczyny. Trochę mi się głupio zrobiło rano, ale to później.

Mieszkanie było duże. Trzy pokoje, duża kuchnia i łazienka. Korytarz. Miałyśmy wypić cytrynówkę i pojechać. Chłopaki mieli nas odwieź. Prawie tak było. Emilka smażyła tosty, alkohol lał się, papierosy kopciły w palarni. Gdy właśnie w tym miejscu zostałam sama z Patrykiem zaczęliśmy się namiętnie całować bawiąc w epoki. Przeszliśmy chyba przez całą historię! Nagle zapytałam, gdzie Emilka. Nie słyszałam ich w kuchni. Wyszliśmy. Paatryk stwierdził, że są w pokoju Mariusza, w związku z tym my pójdziemy do niego. Nie chciałam iść, więc wziął mnie na barana i chciał zanieść. Okazało się, że Mariusz z Em są u Patryka, dlatego zawróciliśmy do kuchni. Po głębszych rozmyśleniach stwierdziliśmy, że poprosimy Emilkę o tosty i w ten sposób wykrzymy ich z łoża. Tak też zrobiliśmy. Emilka jednak nie zrozumiała aluzji i ucieszona popytem na tosty upiekła je i wysłała Mariusza, by nam je przyniósł. Trochę się zdziwiliśmy, bo nie byliśmy głodni, ale stwierdziliśmy, że może później zjemy. Później zosstaliśmy już sami.

Patryk był wspaniały. Zachowywał się jak prawdziwy facet. Pozwoliłam ściągnąć mu moją koszulkę i stanik. Dowartościował mnie, mówiąc, że mam bardzo ładne piersi, zrobił niezapomniany masaż pleców, tulił, całował. Był przy tym bardzo delikatny. Czułam się jak prawdziwa księżniczka. Na moim biuście kilkakotnie rysował palcem drogę na tramwaj. Troszkę się chyba podniecił, gdy zaczęłam wiercić się w łóżku. Zasnęłam. Gdy rano wstałam nie chciałam go obudzić, ale słyszałam, że ktoś chodzi po mieszkaniu, więc zaczęłam ubierać się w pokoju. Obudził się. Poprosiłam, by poszedł obudzić Emilkę, bo musimy jechać na zajęcia, a on wciągnął mnie do łóżka. W końcu go przekonałam, ubrałam się, skorzystałam z łazienki i szybko opuściłyśmy mieszkanie. Znalazłyśmy tramwaj, a gdy wróciłyśmy do domu stwierdziłyśmy, że nie pojedziemy na uczelnię. To były naprawdę hucznie celebrowane urodziny…

Patryk był człowiekiem, który przez kilka godzin dowartościował mnie, doładował na kolejne dni. Był miły, delikatny, romantyczny („Jeżeli się ze mną nie umówisz, to nie zejdę z ulicy i przejedzie mnie tramwaj!”). Myślałam, że naprawdę spotkamy się, może będziemy razem… Chciałabym mieć takiego opiekuńczego faceta. Byłoby mi z nim dobrze.

Nasza relacja skończyła się jednak na odebraniu rękawiczek przed moim domem, ponieważ przypadkiem był niedaleko.  Może to lepiej? Może gdybym poznała go lepiej rozczarowałabym się? Teraz nie cierpię, a mogę wyobrażać sobie nasze dalsze losy. Wspólne.

 

Dlaczego to opisałam właśnie teraz? Chciałabym mieć choć trochę tak fajne urodziny jak te Emilki. Niezapomniane, pierwsze w Mojej Łodzi, Chcę mieć co wspominać. Bardzo.