Siedzę w pokoju. Sama. Dziewczyny pojechały na zajęcia. Ja też powinnam tam być, jednak chyba potrzebowałam chwili dla siebie. Spokoju. Czasu na refleksję. Jestem teraz odcięta od internetu i telefonu. Nie mam zasięgu.

 

Za dwa dni kalendarzowa wiosna. Dlaczego więc za oknem sypie śnieg? Nie rozumiem pogody. Jednak gdy Daniel jest przy mnie nawet śnieg staje się gorący.

 

Poznaliśmy się na imprezie. Patrzyłam na niego cały czas, obserwowałam. On jednak nie zwracał na mnie uwagi. Muszę zapalić. Kawa i papieros mnie silnie odprężają. Bawił się sam na podeście i dawał mi siłę do zabawy. Tak bardzo chciałam, by mnie zauważył. Mijały kolejne soboty i w końcu coś się stało… Uśmiecham się, gdy myślę o tej chwli. Byłam zszokowana, jednocześnie szczęśliwa, lecz zmieszana. Przepełniała mnie duma, że On tańczy właśnie ze mną. Cieszyłam się jak dziecko.

 

Kolejne imprezy bawiliśmy się razem. Na początku tańczyliśmy po kilka piosenek, później ich ilość się zwiększała. Daniel wspaniale tańczy. Uwielbiam. Jednak pomiędzy nami cały czas stała jakaś ściana. Nie patrzył mi w oczy, a bardzo tego chciałam. Obejmował mnie cały czas w ten sam sposób, a ja naprawdę chciałam, by zrobił coś więcej… Nie wiem… Może na przykład zjechał dłonią na pośladki? Byłoby to miłe. Trzymał dystans, co powoli doprowadzało mnie do szału. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam czego tak naprawdę chce. Na pożegnanie podawał mi dłoń. To prawda, że zawsze podawał ją najpierw mi, jakby wyznaczał priorytety, ale dlaczego nie chciał mnie pocałować? Chyba się teraz denerwuję. Pocą mi się dłonie, a moje ciało przeszywa jakieś dziwne uczucie. To na pewno stres.

 

Nie wiem jak opisać naszą historię. Nie wiem jak opisać cały cykl, by niczego nie ominąć. Nie chcę zapomnieć żadnej chwili z Nim spędzonej… Nawet tej, gdy urwałam z Tiną rózgę kombinerkami na parkingu przed Białą, wniosłam ją i podarowałam wraz z czerwoną wstążeczką. Na pewno ciekawie wyglądaliśmy tańcząc wraz z nią na parkiecie. Myślałam, że chociaż wtedy da mi buziaka, ale się pomyliłam.

 

Długo rozmawiałam z Tiną. Chciałam z Niego zrezygnować. Nie dawał żadnych konkretnych znaków, bym mogła sądzić, że chce rozwinąć naszą znajomość. Było mi strasznie smutno, jednak Tina tłumaczyła mi uparcie, że On po prostu szanuje dziewczyny. Szanuje mnie. Postanowiłam poczekać jeszcze chwilę. Zażartowałyśmy wtedy, że pojedziemy do chłopaków w Walentynki. Powiedziałam, że w porządku, jeśli kupimy im po róży, ale nie sądziłam, że Ona nie żartowała. Pojechałyśmy i choć na początku zrobiło mi się smutno, było naprawdę miło. Dlaczego nie usiadł obok mnie? Nie chcę wiedzieć. Dobrze, że to zmieniło się, gdy razem z Tiną wróciłyśmy ze spaceru po cmentarzu oraz „wycieczce” do Arka (złożyłyśmy różę na ręce jego matki – do przekazania, oczywiście). Daniel siedział wtedy na miejscu Zygmundy, a ja usiadłam na swoim. Po pewnym czasie, gdy Michaś, Aga i On wypili, wyluzował i położył się na mnie. Na pożegnanie pocałował mnie w policzek i od tego momentu robił to zawsze.

 

Coraz więcej pisaliśmy na fejsie. Zaprosiłam Go na urodziny. Tak bardzo chciałam, żeby przyjechał. Obiecał, że się postara, jednak dzień wcześniej „wypadł mu remont”. Czy „remont” jest ważniejszy ode mnie? Najwyraźniej. Byłam zdenerwowana, jednak moi Przyjaciele mnie nie zostawili. Przejechali dla mnie 200 kilometrów. Musieli nadrobić, jechać do Załęcza, po Tinę… Dostałam wspaniałe prezenty zapakowane w worku od paszy. Było śmiesznie.

 

Wycofałam się z Daniela. Nie chciałam z Nim rozmawiać. Chciałam, ale nie mogłam. A może chciałam, by wiedział, że jestem na Niego porządnie wkurzona?

 

Byłam zdenerwowana. Umówiłam się z Łukaszem do kina, jednak w ostatniej chwili odwołał spotkanie, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Nie wytrzymałam. Zadzwoniłam do Daniela i nakrzyczałam na Niego. Rozmawialiśmy długo. Zaproponował spotkanie. Nie wiedziałam, czy powinnam się zgodzić. Poprosił o pomoc w wyborze bluzy. Stwierdziłam, że mogę na chwilkę wyskoczyć. Nie wiedziałam tylko, czy będę wtedy na niego wściekła, czy jego widok poprawi mi humor. Wygrała druga opcja. Daniel nie kupił bluzy. Kupił koszulkę z cudownym kucharzem. Wspaniała. Odprowadził mnie wtedy na tramwaj i nie zapytał nawet czy szczęśliwie dotarłam do domu. Nie odzywał się cały kolejny dzień! Nie wiedziałam, czy między nami wszystko jest okey. Napisał po 24 godzinach. Zaczął słodzić. Cieszyłam się jak mała dziewczynka, gdy powiedział, że nie mogł przeze mnie spać, że podoba mu się mój uśmiech, że na niego działa. Zaczęłam skakać na łóżku, tańczyć, otworzyłam szampana. Tylko, że później był Dzień Kobiet…

 

Jechałam tramwajem i uśmiechałam się sama do siebie. Dostałam kilka smsów z życzeniami, jednak nie od Niego. Napisał mi jednak, że chce dać mi kwiatuszka i ponieważ jadę do domu – przywiezie mi go właśnie tam. Chciałam tego bardzo, chciałam, by przyjechał, jednak okłamał mnie kolejny raz. Nie byłam sama. Byłam z moimi Przyjaciółmi na domówce u Bąbla. Dobrze, że tam pojechałam. Bardzo dobrze. Pisalismy wtedy. Byłam strasznie wkurzona, jednak nie chciałam tego okazywać. Mimo to widzieli. Daniel napisał mi, że przeprasza, że nie dostanę od niego życzeń i kwiatów, ale chce to zrobić osobiście, nie przez telefon. A dlaczego nie przyjedzie? „On wie, że to był głupi pomysł, że jest dzieciakiem, kretynem itp., ale wypił dwa kieliszki wódki, bo przyjechała do niego ciocia”. Wódka okazała się ważniejsza ode mnie. Gdy wróciłam do domu napisałam mu krótką wiadomość. „Nie interesuje Cię to, ale ja znowu nie mogę spać. Nie chcę już myśleć, więc proszę Cię, przemyśl Ty i odezwij się jak będziesz wiedział czego chcesz. Ja nie jestem z kamienia.” Nie odezwał się. 10 marca napisałam mu życzenia z okazji Dnia Mężczyzn. Coś na zasadzie esa od Niego. Wtedy odpisał, że chce się spotkać, że chce spróbować, że mu zależy. Dlaczego teraz? Mógł zrobić to wcześniej. Powiedział, że nie chciał załatwiać tego przez telefon, tylko osobiście, gdy będzie w Łodzi. Postanowiłam sprawdzić co ma do powiedzenia.

 

Czekał na mnie następnego dnia pod wydziałem. Chciał wręczyć mi kwiaty. Nie chciałam tego przyjąć. Poszliśmy na spacer. Przepraszał mnie. Nie chciałam na niego patrzeć. Chciałam, by wiedział, że jestem wściekła, by się wysilił. Poszliśmy do parku, zapaliłam papierosa, zaczęłam się troszkę uśmiechać, rozmawiać. Był przeziębiony, mimo tego odprowadził mnie na Lumpy. Cieszyłam się. Naprawdę. Zrobiło się normalnie. Przyjęłam kwiaty, siedzieliśmy jeszcze na przystanku, a On pojechał trzecim tramwajem. Zaczęliśmy spotykać się częściej.