Danielu!

 

Nawet nie wiesz jak miło zrobiło mi się, gdy obudziłeś mnie, by pocałować w usta przed Twoim wyjściem. Kolejny raz pojechałeś pomóc bratu zrobić remont. Ja zostałam tutaj. Sama. Miałam mnóstwo czasu, by uczyć się na kolejne kolokwia, a jest ich wiele. Może myślisz, że to robię. Nie. Chyba potrzebowałam właśnie takiego dnia. Pory samotności. Czasu rozmyśleń, przyjemności. Na pewno nie chciałbyś wiedzieć, że wypaliłam te papierosy. Wszystkie. Do końca. A jednak to zrobiłam. Chciałam, ale już nie chcę. Kolejny raz postanawiam, że to była ostatnia paczka. Nie wiem kiedy będę postanawiała to znów, ale myślę, że już niedługo. Znam siebie i Ty też mnie znasz.

 

Mój dzisiejszy dzień nie jest stracony mimo, iż nie zobiłam niczego pożytecznego. Nawet nie wstałam z łóżka. Od południa słucham muzyki. Szukam w mojej biblioteczce dźwięków ambitnych, tekstów z przesłaniem. Nie mam ich wiele, ale znajduję konkretne rytmy, głównie to rap. Przesłuchałam też pierwszy rozdział „Sztuki kochania” Michaliny Wisłockiej. To doprowadziło mnie do nirvany. Zrozumiałam, że stwierdzenie Emilki jest jednak prawdziwe. Może nie w tym sensie, o którym Ona myślała, bo uważam, że to nieprawda, ale rzeczywiście: Ja nie daje. Ja biorę.

 

W stosunku do moich rodziców jestem sucha. W stosunku do Ciebie też byłam. Chcę, by wszyscy wszystko mi dawali, a sama od siebie niczego nie wymagam. Potrzebuję miłości, której nie potrafię dać. Chcę fizyczności, której nie umiem oddać. Nie potrafię być do końca szczera, otwarta, a chcę, byś Ty był taki w stosunku do mnie. Nie umiem radzić sobie sama ze sobą. Pomóż mi.

 

 

Nasza znajomość zaczęła się na imprezie. Od razu mi się spodobałeś, ale Ty nie zwracałeś na mnie uwagi. Mijały kolejne dyskoteki, a Ty nadal byłeś nieosiąglny! Męczyło mnie to, ale pamiętam wyraźnie moment, w którym pierwszy raz poprosiłeś mnie do tańca. Cieszyłam się jak dziecko, gdy podszedłeś. Później stawało się to częściej. Czekałam, aż poprosisz mnie o namiary, jakiś kontakt, jednak Ty nigdy tego nie zrobiłeś… Pewnej nocy w tańcu podyktowałeś swój numer. 667288291. Ja zapamiętałam i pamiętam do dziś. Zdradziłam Ci wtedy mój. Myślałam, że zapiszesz…

 

Zachowywałeś się nie fair. Wabiłeś mnie, może nieświadomie, po czym uciekałeś. Czekałam, aż w końcu spróbujesz się ze mną umówić. Bałeś się? Wiedziałeś przecież, że ja też studiuję w Łodzi. To się nie stało. Zraniłeś mnie nawet w moje urodziny. Zaprosiłam Cię, a Tobie wypadł „remont”. Teraz już wiem, że był on prawdziwy, ale wtedy tak nie uważałam… Myślałam, że może coś dla Ciebie znaczę i jednak przyjedziesz. Przecież na Facebooku pisałes tak, jakby właśnie to była prawda.

 

Kiedyś nie wytrzymałam, opiłam się i długo rozmawiałam z Tiną. To Ona przekonała mnie, bym do Ciebie zadzwoniła… Wyszłam na dwór i nakrzyczałam na Ciebie. Czy coś zrozumiałeś? Nie wiem, bo gdy kolejnego dnia spotkaliśmy się w Galerii nie wykazałeś inicjatywy. Dzień Kobiet też olałeś. Obiecałes, że przyjedziesz. Wolałeś jednak wypić wódkę z ciocią, która z nienacka do Ciebie przyjechała. „Za zdrowie Pań.” Pamiętasz?

 

Zależało mi na Tobie i zależy do dziś. Tylko dlatego przestałam się na Ciebie gniewać. Nasze relacje się poprawiły, zaczęliśmy się spotykać. Czekałam, aż mnie pocałujesz… Ty jednak nie chciałeś tego zrobić. W końcu, 20.03.2013r., gdy wychodziłeś na tramwaj… pocałowałeś mnie w policzek… powiedziałam „Chcę więcej!” Wróciłeś do mnie szybko i pocałowałeś namiętnie. Pamiętam, że nie do końca się zgraliśmy, ale przeszyło mnie cudowne uczucie i ciarki. Cieszyłam się bardzo.

 

Pamiętasz ten kryzys? Był moment, gdy troszkę się kłociliśmy, denerwowaliśmy wzajemnie… Zadzwoniłam, a Ty powiedziałeś, że nie wiesz czy jest sens to dalej ciągnąć… Wiesz jak się poczułam? Powiedzmy, że beznadziejnie, ale to słowo tego nie określa… Byłam zła na Ciebie. Kolejny raz mnie rozczarowałeś. Czy Ty robiłeś to specjalnie? Czy rzeczywiście tak wtedy uważałeś? Mam nadzieję, że to był impuls, a słowa po prostu samorzutnie wyszły z Twoich ust. Nie z serca. Mam nadzieję, że już nigdy tego nie powiesz…

 

Dobrze mi z Tobą, jednak w naszym związku przeszkadza mi wiele rzeczy, na przykład to, że nawet nie złożyłeś mi życzeń w moje imieniny. Przecież widziałam, że szukałeś daty w swojej przeglądarce, piłeś moje imieninowe wino. Nawet ja go nie piłam! Nie chodzi o prezent, choć na pewno byłoby mi miło! Już przyzwyczaiłam się, że wartości materialnych od Ciebie nie dostaję, a sama muszę za wszystko płacić! Nawet za Ciebie! Chodzi mi tylko o życzenia. Najzwyklejsze życzenia.

 

Dlaczego tak ciężko jest nam używać słów? Dlaczego nie mówisz do mnie słodko? Ja też nie potrafię tak do Ciebie mówić. Mam blokadę, a przecież wiem, że mogę być przy Tobie sobą. Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mi, że mnie kochasz, co napisałeś już dwa razy? A ja? Byłam rozbita przez te Twoje głupie zagrywki i nierozegrania. I nadal jestem, ale dzisiaj zrozumiałam, że tylko Ciebie kocham. Dlaczego dzisiaj? Nie wiem… Ale to nie jest ważne… Jestem uzależniona od Ciebie, a Ty nadal jesteś suchy. Na szczęście już mniej. Dlaczego jednak ja muszę wykonywać wszystkie kroki pierwsza? Nawet do kina to ja musiałam zaprosić Ciebie. Chyba nie tak powinno być. A w łóżku? Kiedy to Ty podejmiesz temat seksu? Ja chcę tego, ale chcę też, byś Ty podjął jakiś krok pierwszy. Decyzja o dotykaniu też była moja. Chciałabym byś był bardziej męski… Chcę, by nasz pierwszy raz był magiczny. Antyantykoncepcyjny. Nie boję się konsekwencji, a Ty?

 

I nie mów do mnie jak do kumpla!

 

Paula