„Widocznie kilka godzin w tygodniu to za mało”. W tygodniu? Kilka godzin w ciągu tygodni. Nie umiem się skupić, myśleć, cokolwiek. Czasami nie daję rady. Właściwie myśleć potrafię – o jednym: co robi, z kim jest, jak się czuje. To działa w jedną stronę.

Jest mnie pewny, choć ja sama siebie nie jestem pewna. Te myśli nie są okey, ale są. Nie wiem co jest?! Gdy widzę te pary „zakochane całkiem inaczej”, tulące się, całujące, DOTYKAJĄCE… To nie to co u nas. U nas jest dystans. DYSTANS.

Czytasz to, bo to pisane do Ciebie jest i wiedz, że tylko TY to przeczytać możesz z czytających. Ty wiesz o co chodzi lub nie wiesz, ale wiesz, że nie powiedziałabym Ci tego w twarz tak prosto jak zwykle, bo wiem, że i tak nie zrozumiesz, więc czytaj.

Pytasz o co chodzi: nie wiem. Nie umiem żyć daleko. Nie wystarczają mi smsy i ciągłe klepanie: „Dobranoc, Kocham Cię.” To rutyna. Skoro nie umiesz tego powiedzieć – ja nie umiem mówić do Ciebie. Muszę słyszeć, by odpowiedzieć coś więcej. Rozumiem, że pracujesz, nie mieszkasz blisko, a paliwo nie woda, ale nawet nie zadzwonisz, nie mówisz kiedy przyjedziesz. Miałabym na co czekać… A teraz? Na co mam czekać? Dziś przyjechałeś – doceniam. A co z jutrem? Jutro będę czekała na „Ja Ciebie też”.

Mówisz, że jesteś zazdrosny. Nie prawda. Mam wrażenie, że to szopka. Jesteś zazdrosny, a robisz coś potajemnie. Wiesz co. Z Koleżanką też kontakt urwałeś „dla mnie”. Okey, ale skąd wiesz, że Koleżanka ma chłopaka? Ranisz mnie. I *** nawet nie wiesz jak, bo ja Ci tego nie powiem! Bo *** ja napisze, ale nie powiem!! Bo odwrócę głowę i [NIE]płacząc powiem, że wszystko jest OKEY!! Bo po co mamy się kłócić? Bo po co mam Ci to mówić, skoro TY nawet nie potrafisz mi powiedzieć (…).

Kiedyś mnie motywowałeś. Teraz mówisz tylko: „Po co Ci to?” Teraz jest Ci wszystko obojętne tak jak na samym początku. Ja już nie jestem pewna siebie. Ciebie jestem z niewielkimi zawahaniami. Ale siebie nie. Sama sobie nie poradzę.

„Dobranoc, kocham Cię.”