Odbywając praktyki w łódzkim Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców poznałam ludzi z całego świata. Grupa, do której zostałam przypisana, nie była grupą jednolitą narodowościowo, a każda osoba miała inny cel przyjazdu do Polski oraz inne podejście do nauki nowego, obcego dla niej języka.

Grupa początkująca, „od zera”. Grupa, do której ciągle dołączali nowi studenci. To właśnie z nimi odbywałam konsultacje. Moją lekcję prowadziłam dopiero w wakacje (po trzymiesięcznej przerwie), więc mam możliwość oceny postępów w nauce poszczególnych studentów.

Jedną z pierwszych „moich” studentek była dziewczyna z Chin, która dołączyła do grupy po dwóch tygodniach od rozpoczęcia semestru. Podczas pierwszych konsultacji śmiało i chętnie powtarzała za mną nazwy kolorów, które opanowała szybko. Niestety, na kolorach się skończyło. Dziewczyna, mimo tego, że mieszkała w akademiku, spóźniała się na zajęcia. Przestała się uczyć, więc często była odsyłana do mnie na konsultacje. Biorąc pod uwagę moje ostatnie spotkanie z nią (podczas lekcji i konsultacji w lipcu), Chinka umie mówić tylko „tak” i „nie” oraz „dobranoc” na do widzenia. Nie chce się uczyć, choć swoją radością i poczuciem humoru wszystkich rozśmiesza. Jest osobą otwartą, pogodną, lubianą, mimo, iż zna tylko swój język ojczysty. Jej tłumaczem w grupie jest koleżanka, która zna język angielski.

Konsultacje miałam również z Rosjaninem, który także dołączył do grupy nieco później. Jego stosunek do nauki był zupełnie inny, niż Chinki. Chłopak mieszkał 30km od Łodzi i codziennie dojeżdżał na zajęcia. Nigdy się nie spóźnił, wręcz przeciwnie – zawsze był przed czasem. Bardzo chciał nauczyć się języka polskiego, dlatego sumiennie przygotowywał się na zajęcia i do testów. Starał się też wykorzystać czas, który mu poświęcałam. W grupie był bardzo nieśmiały, ale mnie pytał o wszystko. Problem stanowiły dla niego polskie litery, które mu się myliły, i z których wymową często miał problem, jak również odczytywanie nazw miast, w których znajdywały się polskie znaki.  Rosjanin jednak nie poddawał się i te problemy nie zniechęcały go. Po naszym spotkaniu w wakacje mogę stwierdzić, że chłopak zrobił duże postępy.

Wietnamka, z którą miałam okazję pracować, także wiele się nauczyła. Zaczynałyśmy od zera. Ona, podobnie jak Rosjanin, bardzo chciała nauczyć się nowego języka, ponieważ marzyła o studiach w Polsce. Nauka sprawiała jej wiele problemów, ale zmotywowana dziewczyna dużo uczyła się po zajęciach i dobrze radziła sobie z kolejnymi testami. Wydawało mi się, że nauka była dla niej ważniejsza od poznawania nowych znajomych z grupy. Wietnamka często powtarzała materiał na przerwach, nie wychodziła z kolegami na zewnątrz, jednak na zajęciach chętnie pomagała, gdy ktoś czegoś nie rozumiał.

Grupa, do której mnie przydzielono, była grupą otwartą na nowe przyjaźnie. Osoby, które do niej należały szybko się ze sobą zgrały. Widać było, że mimo różnego wieku, odmiennych narodowości, innych charakterów – lubią się. Grupa ta (poza nielicznymi wyjątkami) chciała nauczyć się języka, chętnie uczestniczyła w zajęciach i zrobiła bardzo duże postępy w ciągu tych trzech miesięcy.

Cieszę się, że mogłam praktykować właśnie w tej grupie. Przez 30 godzin praktyk zdobyłam doświadczenie, którego nie zdobyłabym w polskiej szkole podstawowej, gimnazjum, czy licem. Mogłam doświadczyć tego, jak naucza się od podstaw języka polskiego po polsku, bez pomocy innego języka. Dzięki temu mogę porównać nauczanie obcokrajowców oraz nauczanie polskich dzieci.