Studentka blogująca

    Z nieśmiałej w odważną.

    Wpisy w kategorii: Idylliczna Studentka

    155. Rozsypka.

    1

    Jakoś ten juwenaliowy okres tego roku nie jest dla mnie radosny… Nie odpowiada mi nasz związek. I to właśnie on psuje mi humor.

    Ciągle się kłócimy. Ostatnio ja te kłótnie zaczynam. Tylko wtedy, gdy mam powód, oczywiście. Nie wszystko mi odpowiada, więc chyba dobrze, że o tym mówię? Jakoś mimo to nic się nie zmienia. W dalszym ciągu.

    Nie wiem, czy On nadal chce być ze mną. Ja kocham go całym sercem, ale to chyba mało nawet dla rzeczy banalnych. Nie chcę cały czas wyrażać tej miłości. Chciałabym kiedyś tę miłość dostać. Moja wiara jest niestety słaba, a świadomość rozwinięta.

    Trudno?

    154. Samość.

    0

    Najgorsze, to gdy tęsknisz mimo tego, że masz świadomość bliskości drugiej osoby. A jednak ona, ta bliskość, Ci nie wystarcza, ponieważ chcesz wejść w tę osobę… Nie chcesz już dotykać, chcesz mieć tę skórę, kości, całość. Chcesz w tym być. A gdy ogarnia Cię taki smutek nagły, bezsensowny, to zdajesz sobie sprawę z tego, że jednak jesteś sama. Nie masz nikogo. Masz tylko tę jedną jedyną osobę. I nagle rodzi się w Tobie świadomość, że tak naprawdę jej nie masz. Bo dlaczego masz mieć? W końcu zawsze byłaś sama, mimo tych wszystkich ludzi, których spotkałaś na swojej drodze. Krótka droga – dużo ludzi – dzisiaj: nikt. A przecież Ty zawsze zachowywałaś się tak, jak chciałabyś, by inni zachowywali się wobec Ciebie! I co? I nic. Nawet ta jedna jedyna osoba ma Cię dość…

    153. Pragnę dziecka.

    0

    Nie ma sensu żyć przeszłością ani przyszłością, liczy się: TU i TERAZ. Na tym polega radość życia. To jedyna recepta na dzisiejszy świat.

    02.12.2013 to data narodzin Marcelinki. Wczoraj udało mi się odwiedzić Bąbla w szpitalu. Przyjechałam do niej z Danielem prosto z Łodzi. Była pora karmienia. Aga odebrała Marcelkę od pielęgniarek i poszliśmy do sali.

    Ona jest taka malutka, słodziutka, podobna do Huberta. Jest śliczna. Taki mały Bąbel. Dlaczego Aga ma już dwójkę dzieci, a ja ani jednego? Tak. Zazdroszczę jej. I nie wiem czy dziękuję Bogu za to, że w moim przypadku pojawił się fałszywy alarm i jednak nie mam dziecka. Nie mamy!

    Dzisiaj impreza z okazji imienin babci. Ewelina przyjechała z Bartoszem, a Krystian? Ma ich w dupie! Spieprzył! Szlaja się i udaje bezdomnego. Jak można tak postąpić. Porzucił Ewelinę i dziecko. Ile ja dałabym, by mieć dziecko. Coraz bardziej go pragnę.

    Wiem, że mam studia, Daniel też, ale ja wiem, że jakoś sobie poradzimy. Wiem, że mama i tata będą źli, a wśród ludzi zaczną się plotki. Ale ja naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez Daniela i pragnę mieć z nim dziecko. Nie wiedziałam, że kiedyś tak powiem, ale jak pomyślę sobie, że moje koleżanki mają już dzieci (Bąbel nawet dwójkę, Monika też przecież urodziła jakoś teraz) to ogarnia mnie zazdrość. Okropna zazdrość.

    Tak, jestem świadoma tych pieluch, nieprzespanych nocy i problemów, ale jakoś damy radę. Studia zawszę mogę dokończyć później.

    152. Ciąża?

    1

    Kocham Go i wiem, że On też mnie kocha. Przynajmniej tak myślałam. Może zmylił mnie fakt, iż powiedział mi niedawno, że chciałby mieć ze mną Dziecko? Może powiedział tak tylko dlatego, że nie wiedział, że gdybanie może stać się prawdą?

     

    Wpadliśmy? Nie wiem, ale mam nadzieję, że nie. A może właśnie tak?

    Kiedy ostatnio chcieliśmy współżyć zapytałam: „Co jeśli wpadniemy? Nie biorę pigułek.” Powiedział mi, że najwyżej będziemy mieli dziecko. Ucieszyłam się,  że takie właśnie jest jego podejście. Wtedy się nie kochaliśmy, ale zrobiliśmy to dzisiaj. Coś nie wyszło. Seks bez jakiegokolwiek zabezpieczenia jest nieodpowiedzialny. Wiem to, ale w głębi duszy wiem też, czuję, że chciałabym mieć dziecko z Danielem. Pragnę tego. Boję się, ale chcę.

    To zmieniłoby diametralnie całe nasze życie. Musiałabym prosić rodziców o pomoc, rzucić studia. Daniel musiałby dokończyć swoje w trybie stacjonarnym. Zmusiłabym go. Wykształcenie jest dla mnie bardzo ważne, a jeśli ja nie mogłabym go dostać, musiałby zrobić to On. Tak myślałam do wczoraj, ale troszkę mi się zmieniło.

     

     

    17.07.2013, OO:3O – data poczęcia Nowego Człowieka? Stało się i na początku byłam spokojna. Dopiero po chwili dotarło do mnie to, co może nastąpić. Myślałam, że On będzie mnie wspierał i tak było. Powiedział, że gdybym zaciążyła skończy studia w trybie zaocznym i znajdzie pracę. Że mnie nie zostawi, że mi pomoże. Tak było w nocy.

     

    17.07.2013, 10:09

    D: Co tam Kochanie… ;)

    P: Nic.

    D: Mam taki zapierdol, że szok.. A Ty co robisz..

    P: Jesteś zmęczony?

    D: Nie jest źle troszeczkę..

    P: Chciałabym, żebyś mnie teraz mocno przytulil, wiesz..

    D: Ja też bym chciał.. Kotek jest jeszcze opcja, że 72 godziny po można wziąć tabletkę, żeby nie zajść?

    D: Więc, jesteś za młoda i piękna na mamę już..

    P: Nie boisz się o mnie.

    D: No boję się, ale to nie jest chyba bardzo groźne.. No nie wiem.. Nie chciałbym rujnować Twojego trybu życia..

    P: Nie. Boisz się o siebie. Nie bój się… Ja nie mam zamiaru rujnować Twojego trybu życia.

    D: O siebie to się nie boję.. I mi to nie zmieni się wiele, ale Tobie już tak..

     

    Cztery godziny później:

    D: I co tam Kotek robisz..?

    P: Myślę.

    D: O czym tak myślisz?

    P: O Tobie.

    D: Ale niby co o mnie..

    P: Nic

    D: Jak to nic.

    P: Nie przejmuj się… Jesteś w pracy.

    D: No to co, może przyjadę dzisiaj..

    P: Po tym co napisałeś to nie wiem, czy to dobry pomysł.

     

    Czy to co mowił jest nieprawdą? Nie chcę się pozbywać Dziecka, jeśli takowe istnieje. A On? … Jemu się wiele nie zmieni? Serio?

    151. Do D…

    0

    Danielu!

     

    Nawet nie wiesz jak miło zrobiło mi się, gdy obudziłeś mnie, by pocałować w usta przed Twoim wyjściem. Kolejny raz pojechałeś pomóc bratu zrobić remont. Ja zostałam tutaj. Sama. Miałam mnóstwo czasu, by uczyć się na kolejne kolokwia, a jest ich wiele. Może myślisz, że to robię. Nie. Chyba potrzebowałam właśnie takiego dnia. Pory samotności. Czasu rozmyśleń, przyjemności. Na pewno nie chciałbyś wiedzieć, że wypaliłam te papierosy. Wszystkie. Do końca. A jednak to zrobiłam. Chciałam, ale już nie chcę. Kolejny raz postanawiam, że to była ostatnia paczka. Nie wiem kiedy będę postanawiała to znów, ale myślę, że już niedługo. Znam siebie i Ty też mnie znasz.

     

    Mój dzisiejszy dzień nie jest stracony mimo, iż nie zobiłam niczego pożytecznego. Nawet nie wstałam z łóżka. Od południa słucham muzyki. Szukam w mojej biblioteczce dźwięków ambitnych, tekstów z przesłaniem. Nie mam ich wiele, ale znajduję konkretne rytmy, głównie to rap. Przesłuchałam też pierwszy rozdział „Sztuki kochania” Michaliny Wisłockiej. To doprowadziło mnie do nirvany. Zrozumiałam, że stwierdzenie Emilki jest jednak prawdziwe. Może nie w tym sensie, o którym Ona myślała, bo uważam, że to nieprawda, ale rzeczywiście: Ja nie daje. Ja biorę.

     

    W stosunku do moich rodziców jestem sucha. W stosunku do Ciebie też byłam. Chcę, by wszyscy wszystko mi dawali, a sama od siebie niczego nie wymagam. Potrzebuję miłości, której nie potrafię dać. Chcę fizyczności, której nie umiem oddać. Nie potrafię być do końca szczera, otwarta, a chcę, byś Ty był taki w stosunku do mnie. Nie umiem radzić sobie sama ze sobą. Pomóż mi.

     

     

    Nasza znajomość zaczęła się na imprezie. Od razu mi się spodobałeś, ale Ty nie zwracałeś na mnie uwagi. Mijały kolejne dyskoteki, a Ty nadal byłeś nieosiąglny! Męczyło mnie to, ale pamiętam wyraźnie moment, w którym pierwszy raz poprosiłeś mnie do tańca. Cieszyłam się jak dziecko, gdy podszedłeś. Później stawało się to częściej. Czekałam, aż poprosisz mnie o namiary, jakiś kontakt, jednak Ty nigdy tego nie zrobiłeś… Pewnej nocy w tańcu podyktowałeś swój numer. 667288291. Ja zapamiętałam i pamiętam do dziś. Zdradziłam Ci wtedy mój. Myślałam, że zapiszesz…

     

    Zachowywałeś się nie fair. Wabiłeś mnie, może nieświadomie, po czym uciekałeś. Czekałam, aż w końcu spróbujesz się ze mną umówić. Bałeś się? Wiedziałeś przecież, że ja też studiuję w Łodzi. To się nie stało. Zraniłeś mnie nawet w moje urodziny. Zaprosiłam Cię, a Tobie wypadł „remont”. Teraz już wiem, że był on prawdziwy, ale wtedy tak nie uważałam… Myślałam, że może coś dla Ciebie znaczę i jednak przyjedziesz. Przecież na Facebooku pisałes tak, jakby właśnie to była prawda.

     

    Kiedyś nie wytrzymałam, opiłam się i długo rozmawiałam z Tiną. To Ona przekonała mnie, bym do Ciebie zadzwoniła… Wyszłam na dwór i nakrzyczałam na Ciebie. Czy coś zrozumiałeś? Nie wiem, bo gdy kolejnego dnia spotkaliśmy się w Galerii nie wykazałeś inicjatywy. Dzień Kobiet też olałeś. Obiecałes, że przyjedziesz. Wolałeś jednak wypić wódkę z ciocią, która z nienacka do Ciebie przyjechała. „Za zdrowie Pań.” Pamiętasz?

     

    Zależało mi na Tobie i zależy do dziś. Tylko dlatego przestałam się na Ciebie gniewać. Nasze relacje się poprawiły, zaczęliśmy się spotykać. Czekałam, aż mnie pocałujesz… Ty jednak nie chciałeś tego zrobić. W końcu, 20.03.2013r., gdy wychodziłeś na tramwaj… pocałowałeś mnie w policzek… powiedziałam „Chcę więcej!” Wróciłeś do mnie szybko i pocałowałeś namiętnie. Pamiętam, że nie do końca się zgraliśmy, ale przeszyło mnie cudowne uczucie i ciarki. Cieszyłam się bardzo.

     

    Pamiętasz ten kryzys? Był moment, gdy troszkę się kłociliśmy, denerwowaliśmy wzajemnie… Zadzwoniłam, a Ty powiedziałeś, że nie wiesz czy jest sens to dalej ciągnąć… Wiesz jak się poczułam? Powiedzmy, że beznadziejnie, ale to słowo tego nie określa… Byłam zła na Ciebie. Kolejny raz mnie rozczarowałeś. Czy Ty robiłeś to specjalnie? Czy rzeczywiście tak wtedy uważałeś? Mam nadzieję, że to był impuls, a słowa po prostu samorzutnie wyszły z Twoich ust. Nie z serca. Mam nadzieję, że już nigdy tego nie powiesz…

     

    Dobrze mi z Tobą, jednak w naszym związku przeszkadza mi wiele rzeczy, na przykład to, że nawet nie złożyłeś mi życzeń w moje imieniny. Przecież widziałam, że szukałeś daty w swojej przeglądarce, piłeś moje imieninowe wino. Nawet ja go nie piłam! Nie chodzi o prezent, choć na pewno byłoby mi miło! Już przyzwyczaiłam się, że wartości materialnych od Ciebie nie dostaję, a sama muszę za wszystko płacić! Nawet za Ciebie! Chodzi mi tylko o życzenia. Najzwyklejsze życzenia.

     

    Dlaczego tak ciężko jest nam używać słów? Dlaczego nie mówisz do mnie słodko? Ja też nie potrafię tak do Ciebie mówić. Mam blokadę, a przecież wiem, że mogę być przy Tobie sobą. Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mi, że mnie kochasz, co napisałeś już dwa razy? A ja? Byłam rozbita przez te Twoje głupie zagrywki i nierozegrania. I nadal jestem, ale dzisiaj zrozumiałam, że tylko Ciebie kocham. Dlaczego dzisiaj? Nie wiem… Ale to nie jest ważne… Jestem uzależniona od Ciebie, a Ty nadal jesteś suchy. Na szczęście już mniej. Dlaczego jednak ja muszę wykonywać wszystkie kroki pierwsza? Nawet do kina to ja musiałam zaprosić Ciebie. Chyba nie tak powinno być. A w łóżku? Kiedy to Ty podejmiesz temat seksu? Ja chcę tego, ale chcę też, byś Ty podjął jakiś krok pierwszy. Decyzja o dotykaniu też była moja. Chciałabym byś był bardziej męski… Chcę, by nasz pierwszy raz był magiczny. Antyantykoncepcyjny. Nie boję się konsekwencji, a Ty?

     

    I nie mów do mnie jak do kumpla!

     

    Paula

    150. Spontan ucieczką.

    0

    Życie w aka jest ciekawe, ale czasami człowieka dopadają jakieś szare dni… myśli… wręcz cierpienia. Właśnie teraz miotam się, nie wiem co robić. Nieciekawa sytuacja z Moniczką dobija mnie, a mieszkanie z Emilką wyobrażałam sobie zupełnie inaczej. Mamy coraz więcej tajemnic. Nie wiem gdzie Ona wychodzi… Z kim spędza czas? Nic mi nie mówi ta dziewczyna…

    W sobotę w pokoju byłam sama. Chciałam stąd uciec. Daniel pojechał do domu. Potrzebowałam towarzystwa. Gdy Tina namawiała mnie, bym przyjechała na Białą, pomyślałam: „Czemu nie?” Była 19:30. Marcin sprawdził mi autobusy, spakowałam się i po pół godziny byłam już na Dąbrowskiego. Nie cofnęłam się nawet, gdy okazało się, że autobus nie przyjechał. Nie cofnęłam się nawet wtedy, gdy okazało się, że pociąg do Sieradza odjechał dwie minuty wcześniej, zanim dotarłam na Kaliski. Czekałam półtorej godziny, wytrwale. Nawet się nie bałam. To był mój pierwszy samodzielny spontan. Zbawienie. Poczułam się lepiej.

    Krzysiu czekał na mnie, by zabrać do klubu. Tam spotkałam Moich najlepszych. Daniela. Wszystko było pięknie. Moja Matka nic nie wiedziała. Miała nie wiedzieć. Plan był taki: przyjeżdżam na Białą – śpię u Tiny – wracam. Bezpiecznie i bezkonfliktowo. Prosto. Sprawa się lekko skomplikowała.

    Nie wiem, gdzie zgubiłam ten telefon. Mam nadzieję, że on leży Tam. Na Kasie. Mam nadzieję, że czeka na mnie. Że jest. Mam nadzieję, że Tinuś go odbierze w sobotę, że nie będzie problemów.

    Miałam doła. Cieszę się, że Daniel przyjechał po mnie specjalnie z Sieradza, by zabrać do Łodzi. W końcu poczułam się jego dziewczyną. Odprowadził mnie do akademika. Źle się czułam, a On był przy mnie. A teraz? Gdy nie widzimy się choć jeden dzień – tęsknię. Szczególnie teraz, gdy jestem odcięta od świata. Nie mam tu internetu, nie mam telefonu. Nie mam kontaktu z Moimi Kochanymi. Nie mam z kim porozmawiać. Z Emilką nie da się już tak jak kiedyś.

    Nie będę mieszkała tu w przyszłym roku. Chcę zmienić akademik. Chcę zmienić współlokatorki. Chyba chcę też pokój dwuosobowy. I chcę łazienkę. Uda mi się to. Na pewno.

    149. Smutne początki…

    0

    Siedzę w pokoju. Sama. Dziewczyny pojechały na zajęcia. Ja też powinnam tam być, jednak chyba potrzebowałam chwili dla siebie. Spokoju. Czasu na refleksję. Jestem teraz odcięta od internetu i telefonu. Nie mam zasięgu.

     

    Za dwa dni kalendarzowa wiosna. Dlaczego więc za oknem sypie śnieg? Nie rozumiem pogody. Jednak gdy Daniel jest przy mnie nawet śnieg staje się gorący.

     

    Poznaliśmy się na imprezie. Patrzyłam na niego cały czas, obserwowałam. On jednak nie zwracał na mnie uwagi. Muszę zapalić. Kawa i papieros mnie silnie odprężają. Bawił się sam na podeście i dawał mi siłę do zabawy. Tak bardzo chciałam, by mnie zauważył. Mijały kolejne soboty i w końcu coś się stało… Uśmiecham się, gdy myślę o tej chwli. Byłam zszokowana, jednocześnie szczęśliwa, lecz zmieszana. Przepełniała mnie duma, że On tańczy właśnie ze mną. Cieszyłam się jak dziecko.

     

    Kolejne imprezy bawiliśmy się razem. Na początku tańczyliśmy po kilka piosenek, później ich ilość się zwiększała. Daniel wspaniale tańczy. Uwielbiam. Jednak pomiędzy nami cały czas stała jakaś ściana. Nie patrzył mi w oczy, a bardzo tego chciałam. Obejmował mnie cały czas w ten sam sposób, a ja naprawdę chciałam, by zrobił coś więcej… Nie wiem… Może na przykład zjechał dłonią na pośladki? Byłoby to miłe. Trzymał dystans, co powoli doprowadzało mnie do szału. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam czego tak naprawdę chce. Na pożegnanie podawał mi dłoń. To prawda, że zawsze podawał ją najpierw mi, jakby wyznaczał priorytety, ale dlaczego nie chciał mnie pocałować? Chyba się teraz denerwuję. Pocą mi się dłonie, a moje ciało przeszywa jakieś dziwne uczucie. To na pewno stres.

     

    Nie wiem jak opisać naszą historię. Nie wiem jak opisać cały cykl, by niczego nie ominąć. Nie chcę zapomnieć żadnej chwili z Nim spędzonej… Nawet tej, gdy urwałam z Tiną rózgę kombinerkami na parkingu przed Białą, wniosłam ją i podarowałam wraz z czerwoną wstążeczką. Na pewno ciekawie wyglądaliśmy tańcząc wraz z nią na parkiecie. Myślałam, że chociaż wtedy da mi buziaka, ale się pomyliłam.

     

    Długo rozmawiałam z Tiną. Chciałam z Niego zrezygnować. Nie dawał żadnych konkretnych znaków, bym mogła sądzić, że chce rozwinąć naszą znajomość. Było mi strasznie smutno, jednak Tina tłumaczyła mi uparcie, że On po prostu szanuje dziewczyny. Szanuje mnie. Postanowiłam poczekać jeszcze chwilę. Zażartowałyśmy wtedy, że pojedziemy do chłopaków w Walentynki. Powiedziałam, że w porządku, jeśli kupimy im po róży, ale nie sądziłam, że Ona nie żartowała. Pojechałyśmy i choć na początku zrobiło mi się smutno, było naprawdę miło. Dlaczego nie usiadł obok mnie? Nie chcę wiedzieć. Dobrze, że to zmieniło się, gdy razem z Tiną wróciłyśmy ze spaceru po cmentarzu oraz „wycieczce” do Arka (złożyłyśmy różę na ręce jego matki – do przekazania, oczywiście). Daniel siedział wtedy na miejscu Zygmundy, a ja usiadłam na swoim. Po pewnym czasie, gdy Michaś, Aga i On wypili, wyluzował i położył się na mnie. Na pożegnanie pocałował mnie w policzek i od tego momentu robił to zawsze.

     

    Coraz więcej pisaliśmy na fejsie. Zaprosiłam Go na urodziny. Tak bardzo chciałam, żeby przyjechał. Obiecał, że się postara, jednak dzień wcześniej „wypadł mu remont”. Czy „remont” jest ważniejszy ode mnie? Najwyraźniej. Byłam zdenerwowana, jednak moi Przyjaciele mnie nie zostawili. Przejechali dla mnie 200 kilometrów. Musieli nadrobić, jechać do Załęcza, po Tinę… Dostałam wspaniałe prezenty zapakowane w worku od paszy. Było śmiesznie.

     

    Wycofałam się z Daniela. Nie chciałam z Nim rozmawiać. Chciałam, ale nie mogłam. A może chciałam, by wiedział, że jestem na Niego porządnie wkurzona?

     

    Byłam zdenerwowana. Umówiłam się z Łukaszem do kina, jednak w ostatniej chwili odwołał spotkanie, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Nie wytrzymałam. Zadzwoniłam do Daniela i nakrzyczałam na Niego. Rozmawialiśmy długo. Zaproponował spotkanie. Nie wiedziałam, czy powinnam się zgodzić. Poprosił o pomoc w wyborze bluzy. Stwierdziłam, że mogę na chwilkę wyskoczyć. Nie wiedziałam tylko, czy będę wtedy na niego wściekła, czy jego widok poprawi mi humor. Wygrała druga opcja. Daniel nie kupił bluzy. Kupił koszulkę z cudownym kucharzem. Wspaniała. Odprowadził mnie wtedy na tramwaj i nie zapytał nawet czy szczęśliwie dotarłam do domu. Nie odzywał się cały kolejny dzień! Nie wiedziałam, czy między nami wszystko jest okey. Napisał po 24 godzinach. Zaczął słodzić. Cieszyłam się jak mała dziewczynka, gdy powiedział, że nie mogł przeze mnie spać, że podoba mu się mój uśmiech, że na niego działa. Zaczęłam skakać na łóżku, tańczyć, otworzyłam szampana. Tylko, że później był Dzień Kobiet…

     

    Jechałam tramwajem i uśmiechałam się sama do siebie. Dostałam kilka smsów z życzeniami, jednak nie od Niego. Napisał mi jednak, że chce dać mi kwiatuszka i ponieważ jadę do domu – przywiezie mi go właśnie tam. Chciałam tego bardzo, chciałam, by przyjechał, jednak okłamał mnie kolejny raz. Nie byłam sama. Byłam z moimi Przyjaciółmi na domówce u Bąbla. Dobrze, że tam pojechałam. Bardzo dobrze. Pisalismy wtedy. Byłam strasznie wkurzona, jednak nie chciałam tego okazywać. Mimo to widzieli. Daniel napisał mi, że przeprasza, że nie dostanę od niego życzeń i kwiatów, ale chce to zrobić osobiście, nie przez telefon. A dlaczego nie przyjedzie? „On wie, że to był głupi pomysł, że jest dzieciakiem, kretynem itp., ale wypił dwa kieliszki wódki, bo przyjechała do niego ciocia”. Wódka okazała się ważniejsza ode mnie. Gdy wróciłam do domu napisałam mu krótką wiadomość. „Nie interesuje Cię to, ale ja znowu nie mogę spać. Nie chcę już myśleć, więc proszę Cię, przemyśl Ty i odezwij się jak będziesz wiedział czego chcesz. Ja nie jestem z kamienia.” Nie odezwał się. 10 marca napisałam mu życzenia z okazji Dnia Mężczyzn. Coś na zasadzie esa od Niego. Wtedy odpisał, że chce się spotkać, że chce spróbować, że mu zależy. Dlaczego teraz? Mógł zrobić to wcześniej. Powiedział, że nie chciał załatwiać tego przez telefon, tylko osobiście, gdy będzie w Łodzi. Postanowiłam sprawdzić co ma do powiedzenia.

     

    Czekał na mnie następnego dnia pod wydziałem. Chciał wręczyć mi kwiaty. Nie chciałam tego przyjąć. Poszliśmy na spacer. Przepraszał mnie. Nie chciałam na niego patrzeć. Chciałam, by wiedział, że jestem wściekła, by się wysilił. Poszliśmy do parku, zapaliłam papierosa, zaczęłam się troszkę uśmiechać, rozmawiać. Był przeziębiony, mimo tego odprowadził mnie na Lumpy. Cieszyłam się. Naprawdę. Zrobiło się normalnie. Przyjęłam kwiaty, siedzieliśmy jeszcze na przystanku, a On pojechał trzecim tramwajem. Zaczęliśmy spotykać się częściej.

    148. Fałszywi Przyjaciele.

    0

    Fałszywi przyjaciele – mam ich dosyć dużo. Ranią mnie często, choć już się z nimi nie przyjaźnię. Nie wiem o co im chodzi. Przecież ja zawsze jestem w porządku wobec ludzi. Monika – już mi przeszło. Trochę mi było smutno na początku, z biegiem czasu jednak człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego. Mam nadzieję, że z Idolem będzie tak samo. Ja wiem, że to był kretyn, idiota, niewychowany człowiek, niewykształcony, prosty, ale mimo wszystko miał dobre serce. Tylko czasem mu odwalało. Chciałam go zmienić, trochę ukrócić. On jednak był cały czas chujem. Był odporny. Sytuacja, gdy zostawił mnie bez kurtki po imprezie zmusiła mnie do refleksji nad nim oraz nad naszą znajomością. Następnie dowiedziałam się, że on i Szubi mają do mnie jakiś problem. Zachowują się jak dzieci. Minął już rok, a ja nadal nie wiem o co im chodzi. Wszystko skończyło się, gdy poznałam ich z Marleną. Ona coś nagadała? Okej – nie interesuje mnie to. Już nie. Ale niech oni nie obrabiają dupy taki osobom jak ja – bezbronnym przez nieświadomość. To nie jest w porządku.

    Na takiej imprezie jeszcze nie byłam.

    Miało być wino i mus czekoladowy. Miałam być ja, Gniewek, Martyna, Gosia, Monika oraz Martyna z Anią. Miało być fajnie. Był wtorek. Wieczorna godzina. Przybyła tylko Martyna i Gosia. Emilce musiało być naprawdę smutno, gdy nawet Monika ją zlała. To przecież szczególny dzień. Monika nie złożyła się ze mną nawet na pizzę dla Em, chociaż my wcześniej to zrobiłyśmy. Dziwna to dziewczyna.

    Wypiłyśmy wino, które kupiła Kruszynka i to, które dostała od Gosi. Gosia poszła wcześniej, później Martyna. Następnego wieczoru miałyśmy iść do klubu – tylko ja i Emil. Na tym miało skończyć się celebrowanie. Dlaczego tak się nie stało?

    Pomyślałam, że powinnyśmy zaproponować imprezę Zosi i Gołębiowi, ponieważ wcześniej chórem zaśpiewały Emilce „Sto lat!” przez domowy. (Nota bene to było baardzo ciekawe wykonanie!). Stwierdziłam, że wypadałoby. Emcia się zgodziła, więc spokałyśmy się na dworze. Pojechałyśmy do Exclusive Club, gdzie czekała na nas loża, drinki i szampan o północy. Na początku było drętwo, ale później przysiedli się do nas znajomi Asi, impreza się rozkręciła. Po północy dziewczyny pojechały do akademika i tylko ja z eM zostałyśmy w klubie.

    Myślałysmy, że zostaniemy jeszcze godzinkę i również się zmyjemy, nie udało się. Poznałam przystojnego studenta prawa i jego kumpla, który idealnie pasował do Emci. Troszkę podebatowaliśmy, pozowaliśmy do zdjęcia, które zostało później wrzucone na fejsa. Gdy Patryk zaproponował, żebyśmy imprezę skończyli u niego, bez większego oporu zgodziłyśmy się. Wiem, to było nieodpowiedzialne i bardzo lekkomyślne.

    Poszliśmy na nogach. Emilka z Mariuszem z przodu, ja z Patrykiem za nimi. Było zimno, więc Patryk oddał mi swoje rękawiczki. To nic, że moje były w kieszeni. Droga była ciekawa, chłopcy kupili cytrynówkę, papierosy, Patryk  chciał, bym zgdziła się z nim spotkać następnego dnia. Gdy weszliśmy do mieszkania okazało się, że śpią tam jakieś dwie dziewczyny. Trochę mi się głupio zrobiło rano, ale to później.

    Mieszkanie było duże. Trzy pokoje, duża kuchnia i łazienka. Korytarz. Miałyśmy wypić cytrynówkę i pojechać. Chłopaki mieli nas odwieź. Prawie tak było. Emilka smażyła tosty, alkohol lał się, papierosy kopciły w palarni. Gdy właśnie w tym miejscu zostałam sama z Patrykiem zaczęliśmy się namiętnie całować bawiąc w epoki. Przeszliśmy chyba przez całą historię! Nagle zapytałam, gdzie Emilka. Nie słyszałam ich w kuchni. Wyszliśmy. Paatryk stwierdził, że są w pokoju Mariusza, w związku z tym my pójdziemy do niego. Nie chciałam iść, więc wziął mnie na barana i chciał zanieść. Okazało się, że Mariusz z Em są u Patryka, dlatego zawróciliśmy do kuchni. Po głębszych rozmyśleniach stwierdziliśmy, że poprosimy Emilkę o tosty i w ten sposób wykrzymy ich z łoża. Tak też zrobiliśmy. Emilka jednak nie zrozumiała aluzji i ucieszona popytem na tosty upiekła je i wysłała Mariusza, by nam je przyniósł. Trochę się zdziwiliśmy, bo nie byliśmy głodni, ale stwierdziliśmy, że może później zjemy. Później zosstaliśmy już sami.

    Patryk był wspaniały. Zachowywał się jak prawdziwy facet. Pozwoliłam ściągnąć mu moją koszulkę i stanik. Dowartościował mnie, mówiąc, że mam bardzo ładne piersi, zrobił niezapomniany masaż pleców, tulił, całował. Był przy tym bardzo delikatny. Czułam się jak prawdziwa księżniczka. Na moim biuście kilkakotnie rysował palcem drogę na tramwaj. Troszkę się chyba podniecił, gdy zaczęłam wiercić się w łóżku. Zasnęłam. Gdy rano wstałam nie chciałam go obudzić, ale słyszałam, że ktoś chodzi po mieszkaniu, więc zaczęłam ubierać się w pokoju. Obudził się. Poprosiłam, by poszedł obudzić Emilkę, bo musimy jechać na zajęcia, a on wciągnął mnie do łóżka. W końcu go przekonałam, ubrałam się, skorzystałam z łazienki i szybko opuściłyśmy mieszkanie. Znalazłyśmy tramwaj, a gdy wróciłyśmy do domu stwierdziłyśmy, że nie pojedziemy na uczelnię. To były naprawdę hucznie celebrowane urodziny…

    Patryk był człowiekiem, który przez kilka godzin dowartościował mnie, doładował na kolejne dni. Był miły, delikatny, romantyczny („Jeżeli się ze mną nie umówisz, to nie zejdę z ulicy i przejedzie mnie tramwaj!”). Myślałam, że naprawdę spotkamy się, może będziemy razem… Chciałabym mieć takiego opiekuńczego faceta. Byłoby mi z nim dobrze.

    Nasza relacja skończyła się jednak na odebraniu rękawiczek przed moim domem, ponieważ przypadkiem był niedaleko.  Może to lepiej? Może gdybym poznała go lepiej rozczarowałabym się? Teraz nie cierpię, a mogę wyobrażać sobie nasze dalsze losy. Wspólne.

     

    Dlaczego to opisałam właśnie teraz? Chciałabym mieć choć trochę tak fajne urodziny jak te Emilki. Niezapomniane, pierwsze w Mojej Łodzi, Chcę mieć co wspominać. Bardzo.

    146. Miłość…

    1

    Po co nam miłość? Czy miłość istnieje? Myślę, że tak. Teraz tak myślę, ale kiedyś tak nie uważałam. Zawsze zastanawiałam się jak to jest możliwe, że niektórzy ludzie są szczęśliwi w związkach, natomiast inni cierpią przez cały czas ich trwania. Moje myślenie na ten temat troszkę się zmieniło. Nie uważam już, że miłość jest mi niepotrzebna. Dlaczego? Niedawno zauważyłam, że potrzebuje ciepła. Potrzebuje tego, by ktoś przytulił mnie czasem, dotknął, pocałował. Potrzebuję wsparcia w działaniu. Chciałabym zasypiać i budzić się przy kimś. Słyszałam, że miłość to wspaniałe uczucie, które uskrzydla ludzi. Nie znam takiego uczucia, nie wiem czy jest ono dla mnie.


    • RSS