Studentka blogująca

    Z nieśmiałej w odważną.

    146. Miłość…

    1

    Po co nam miłość? Czy miłość istnieje? Myślę, że tak. Teraz tak myślę, ale kiedyś tak nie uważałam. Zawsze zastanawiałam się jak to jest możliwe, że niektórzy ludzie są szczęśliwi w związkach, natomiast inni cierpią przez cały czas ich trwania. Moje myślenie na ten temat troszkę się zmieniło. Nie uważam już, że miłość jest mi niepotrzebna. Dlaczego? Niedawno zauważyłam, że potrzebuje ciepła. Potrzebuje tego, by ktoś przytulił mnie czasem, dotknął, pocałował. Potrzebuję wsparcia w działaniu. Chciałabym zasypiać i budzić się przy kimś. Słyszałam, że miłość to wspaniałe uczucie, które uskrzydla ludzi. Nie znam takiego uczucia, nie wiem czy jest ono dla mnie.

    145. Sen o Monice. (ślub)

    0

    Monika Musiał.

    Widziałam te zdjęcia. Całkiem przyzwoity ten jej mąż. Typowe. Ona zawsze zwracała uwagę głównie na wygląd. No bo czego chcieć więcej od faceta: ładna twarz, uśmiech oczy. Haha. To takie banalne…

    Troszkę mnie to zabolało. „Przyjaźniłyśmy się”, w dzieciństwie miałyśmy wspólne plany, myślałam, że będę jej świadkową. Kontakt nam się urwał, ale… chciałam, by mnie zaprosiła. Miałam nadzieję. A gdy zobaczyłam jej zdjęcia z mężem zrobiło mi się naprawdę smutno. Dlaczego ona już ma męża? Ja nie mam nawet chłopaka… Poczułam w sobie zazdrość.

    To był dziwny sen… Siedziałam z nią w samochodzie, którym uciekła z własnego wesela. Był to samochód ze zdjęcia. Powiedziałam jej w nim wszystko, co chciałam jej powiedzieć przez te wszystkie lata, że jest mi smutno, że nie zaprosiła mnie na wesele, że bardzo chciałam być z nią w tym dniu. Poczułam ulgę, gdy przytuliłyśmy się na koniec rozmowy.

    Ciekawe, czy Monika Musiał choć czasem o mnie myśli…

    144. Świąteczny scenariusz.

    0

    Święta zbiżają się wielkimi krokami. Jak co roku przewalają się wciąż te same scenariusze. Nic nowego. Sprzątanie, choinka, jeden wielki syf, sprzątanie. Można to oczywiście przeboleć, w końcu to tylko tydzień. Nie lubię go.

    Nie, nie interesuje mnie składanie życzeń. Nie nauczyłam się czułości. To poza. Za dużo słodkości. A prezenty? Hmm… W sklepach aż kipi od „promocji”. Przed Manufakturą ustawiły się już jarmarkowe kramy bożonarodzeniowe. Po co to wszystko? Może dla ludzi, którzy mają pieniądze, kochającą rodzinę i przyjaciół jest to okazja do wręczenia podarunku komuś w podziękowaniu za coś lub za nic. Ale ja nie mam nikogo. Jestem sama i użalam się nad sobą. Nie chcę, ale nie porafię inaczej. Chciałabym zmienić coś w sobie, staram się i mam nadzieję, że mi się to uda. Ale motywacją do tego nie jest z pewnością kolejna tona porażek, chociażby w poszukiwaniu przyjaciół. O tym mówię. Tak naprawdę nie mam kogo obdarować. Jestem sama na świecie i boję się ryzyka. A przecież bez niego nic w życiu nie zdziałam. Lubię patrzeć na świąteczne wystawy sklepowe, na światełka i bombki, ale tylko to mogę robić. Przecież nie będę kupowała prezentów moim przyjaciołom, których nie ma.

    Te święta będa szare jak zawsze, a jedyną rzeczą, która mogłaby je lekko ubarwić jest zrobienie czegoś dla siebie. W końcu na ciepło ze strony ukochanej osoby liczyć nie mogę. Może rzeczywiście kupię sobie coś wspaniałego? Takiego tylko dla mnie? Wiem, że miałam oszczędzać na telefon, ale… Muszę to przemyśleć…

    143. Czas na zmiany…

    0

    Już nie raz obiecywałam sobie, że napiszę. Zbieram się od dłuższego czasu, kolejne wspomnienia uciekają mi szybko. Chcę je zatrzymać, ale jestem zbyt leniwa, by je zapisać. Zmieniam się jednak. Przynajmniej się staram.

    Skąd to moje nowe podejście do życia? Nie wiem. Może to po prostu słomiany zapał, może marzenie? Może potrzeba? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, ale wiem, że kobiety ładne wizualnie  mają w życiu łatwiej. Może to właśnie to jest ta właściwa motywacja.

    Chcę być szczupła. Ma to w końcu same plusy. Ograniczając jedzenie zyskuję szczupłą sylwetkę oraz zaoszczędzam pieniądze, które mogę wydać na ciuchy, kosmetyki, na co tylko chcę. Oprócz tego zaczynam podobać się facetom, dzięki czemu znajduję tego swojego.

    Rezygnując z fajek również zaoszczędzam. Nie mam też pooranej zmarszczkami, ziemnistej twarzy, nie śmierdzę. Gdy zobaczyłam w szatni plakat, na którym piękna dziewczyna trzymała w dłoni papierosa, a pod nią widniał napis: „Palę więc śmierdzę”, zastanowiłam się. Kolejnym znakiem był mający około siedmiu lat chłopiec na Fabrycznej palący fajka, wręcz popisujący się nią. Wyglądał na pochodzącego z patologicznej rodziny, na pewno był biedny. Jego kolega, młodszy może dwa lata nie palił, ale nie przeszkadzało mu zachowanie chłopca. Ludzie patrzyli na młodzieńca z politowaniem. Chłopak wypalił pół fajka, drugie pół zgasił i zostawił na później, gdyż właśnie podjechał tramwaj. To wydarzenie troszkę mną wstrząsnęło. Troszkę bardzo.

    Zycie jest krótkie i dlatego chcę je wykorzystać w pełni. Na razie jeszcze się, boję, ale pracuję nad tym. Chcę być bardziej pewna siebie, muszę! Nie mogę siedzieć cały czas w pokoju tylko dlatego, że boję się braku akceptacji ze strony innych osób. Muszę coś z tym zrobić, bo zostało mi już niedużo czasu. W końcu w każdej chwili mogę odejść. Nie chcę. Nie wykorzystałam jeszcze wszystkich możliwości…

    142. Kuba.

    0

    Lubię Kubę. Lubię, ale nic więcej. Może polubiłabym go bardziej. Nie wiem. Boję się. Nie chcę ryzykować, bo stracę. Na pewno stracę. Wszyscy tracą. Jeśli nie wcześniej, to później. Dlaczego? Nie wiem. W końcu „wszyscy” „kiedyś” się kochali. „Kiedyś.”

    Nie wierzę w miłość. Ona nie istnieje. No bo w końcu jak ona może istnieć. Jest nierealna. Po prostu science fiction, life is brutal. Nie ma sensu bawić się w uczucia. Jak to powiedziała magister Jastrząbek: „Zycie jest ironią”. To prawda. Dlaczego?

    Kuba jest miły, ale chyba nazbyt okazuje swoje uczucia. Ja wstydzę się ich, nie chcę pokazywać, że jestem słaba. I choć w głębi duszy chciałabym przeżyć jakąś romantyczną historię to w realnym życiu nie chcę. Jest mi dobrze w samotności i nie chcę tego zmieniać. Po co? Myślę, że każdy w końcu będzie cierpiał. Na sto procent.

    Jestem sama. Monik śpi, a Kruszynka rozmawia z Kurczaczkiem na klatce. Chciałabym, by właśnie w tym momencie wszedł Kuba. Ale wiem, że to się nie stanie.

    Właściwie po co? Realnego związku z tego nie będzie…

    141. Mateusz.

    0

    Wczoraj Go zobaczyłam. Wyglądał jak trzydziestoletni mężczyzna (choć ma ich przecież 24) z dużą ilością zmarszczek w okolicy oczu. Jego twarz była szara, szorstka, jakgdyby palił dziennie wagon papierosów. Może to tylko złudzenie? Może wydawało mi się to, gdyż światła klubu migotały tak intensywnie, a przyciemniona atmosfera pogłębiała rysy? Pamiętam też, że zwróciłam uwagę na jego piękne zęby. Może w świetle dziennym są żółte, zniszczone, ale w świetle ultrafioletu były białe, równe. Ząb, który został wstawiony kilka dni wcześniej w ogóle nie odróżniał się od naturalnych.

    Mateusza widziałam ostatnio na cmentarzu, cztery lata temu nad grobem babci. Wyglądał inaczej. Do dziś pamiętam kolczyk w uchu, chyba lewym, który mienił się wśród zniczy. Ostatniej nocy mój wzrok przyciągały zmarszczki. Głównie one.

    Mateusz postarzał się. Pięć lat w kiciu chyba dało mu w kość. Nie zachowywał się jak kryminalista więc mam nadzieję, że (serio) zmienił się, będzie normalny i na nowo zdobędzie zaufanie ludzi. Wierzę w niego, gdyż wczoraj zachowywał się jak dżentelmen. Nie pił, nie przeklinał, a po tańcu ze mną podziękował i pocałował mnie w policzek. To było bardzo miłe.

    140. Odstąpiłbym.

    0

    Wydawało mi się, że Okoński jest w porządku: miły, zabawny, pewny siebie. I że mnie lubi. Zawsze normalnie odzywał się do mnie. Był po prostu okey. Dlaczego postąpił w ten sposób? Przecież nie zrobiłam mu nic złego, byłam miła. A może rzeczywiście jestem brzydka? Ale nie czuję się być jakimś strasznym pasztetem. Co kto lubi.

    Ale wczoraj, gdy Michaś otworzył okno, a Okoński krzyknął „Odstąpiłbym!” Zrobiło mi się smutno. Oboje zaczęli się śmiać a ja poczułam się okropnie. Czułam niechęć. Może miał to być jakiś nieudany żart? Mimo, iż udawałam, że tego nie słyszałam to mam nadzieję, że nigdy więcej nie usłyszę, że ktoś „odstąpiłby” mnie. Powinnam zamknąć się w sobie, ale nie zrobię tego. Nie miałoby to najmniejszego sensu…

    139. Zajarałam.

    0

     

    Ćpam sportowo. Nawet ładnie to brzmi. Uprawiam ćpuńskisport.

     

    Już miałyśmy jechać do domu gdy do samochodu podszedł jakiśchłopak. Był wyluzowany, ale dopiero gdy wsiadł do auta przyjrzałam mu się bliżej.Jego bardzo owalna głowa, jasna cera i siniaki pod oczami… jego pełne usta naktórych cały czas widniał uśmiech… To mnie przerażało. Mimo to zapaliłam.Chciałam zobaczyć jak to jest, nie wiedziałam jednak jak to działa. Myślałam,że od razu zacznie kręcić mi się w głowie lub poznam jakąś inną reakcję. Nicsię nie wydarzyło dlatego pociągnęłam jeszcze raz. Nic. Chłopak wcisnął milufkę po raz trzeci, czwarty… piąty. Po chwili zaczęło działać. Dlaczego towzięłam? Przecież obiecałam sobie, że nigdy nie zajaram. Ciągle brakuje mi odwagido życia lub samobójstwa. A wtedy byłam wyluzowana. Alkohol zrobił swoje. Mimoto nie powinnam była wciągać czegoś od kogoś, kogo nie znam, ale teraz myślę,że dobrze się stało.

     

    Miałam wspaniałe oczy, bez źrenic. Szklane tafle, w którejodbija się cała nędza ćpuna. Drgawki. Na początku leciutkie, późniejmocniejsze… Były tak silne, że wręcz skakałam, kopałam. Nad mięśniamizapanowała siła, której wcześniej nie znałam. Pamiętam, że ręce zaczęły tańczyć,mięśnie twarzy układały mi uśmiech, którego nie mogłam ściągnąć, a powiekizamykały się same. Ale nie chciałam tego. Kiedy oczy były otwarte kręciło misię w głowie, gdy je zamykałam widziałam świat na nowo. Był barwny, kolorowy. Ścianaz klocków lego wirowała mi przed oczyma. Klocki zmieniały kolor. Pamiętam, żebyły żółte, różowe… Spadałam. Leciałam coraz szybciej. „Tina trzymaj migłowę, bo zaraz uderzę w podłogę!” I znów drgawki. Otworzyłam oczy.”Ile to trwało?” „3 minuty.” Dla mnie to była godzina.

    Ćpun wierzy w to, co mówi, tylko za minutę myśli już całkiem coś innego, boosacza go pragnienie narkotyku, które wszystko niweczy. Tak było i ze mną. Cominutę inna myśl. Wypowiadałam ją, nawet nie kończyłam. W jednej chwilizmieniał się mój światopogląd. Te rozterki mogły doprowadzić mnie do tego, żewsiadłabym do samochodu obcego mężczyzny, który wydawał się całkiem przyjazny.Tak. Na haju wszyscy są twoimi przyjaciółmi. Ufasz im bezgranicznie. Ja ufałam.Jednak cały świat jest naćpany. Dlaczego więc nie ja?

     

    Do dupy to wszystko. Kiedyś pójdę na złoty strzał albo siępowieszę. I zamkną moje marne zwłoki w białej trumience. Dlaczego w białej?

     

    Są podobno granice, których nie wolno przekraczać. Ja mamwrażenie, że przekroczyłam kolejną. Boję się, że zrobię to jeszcze raz. Niechcę tego teraz, ale na luzie wszystko jest możliwe. Lufka może stać się dlamnie papierosem.

    Minęły 24 godziny. Dopiero teraz czuję się lepiej. Przez ostatnią dobę byłamradosna, miałam napady drgawek i sapania. Czułam moje organy, które pracowałynieregularnie. Płakałam, miałam depresję, widziałam świat inaczej. Dziś rano mojeoczy nareszcie nabrały blasku i nie są szklaną taflą, pustymi oczami lalki.Teraz myślę, że dobrze się stało. Wiem jak to jest być na haju, a na szczęście wszystkojest w porządku. Teraz chce mi się z tego śmiać. Naprawdę.

    138. Pamiętaj – bez uczuć graj.

    0

    Czasem rzeczywiście potrzebuję izolatki, ale nie dziś. Jest mi tak strasznie smutno. Nie wiem dlaczego… Chciałabym z kimś porozmawiać.Zdaję sobie jednak sprawę, że mówić mogę jedynie do wyświetlacza. Może mam znajomych, ale z nikim nie jestem aż tak blisko. Nawet z Bąblem czy Emilą.

    Chcę być inna. Chcę znaleźć faceta. Chcę czuć bliskość,dotyk. Chcę odnaleźć intymność. Chcę.

    Jednocześnie zdaję sobie sprawę z siły uczuć dlatego nie chcę angażować się emocjonalnie. Jestem zbyt słaba, by w to grać. Mam nadzieję, że znajdę kiedyś kogoś, kto zaakceptuje moje wnętrze i moje wybory…

    137. Wyrwanie z głębokiego snu.

    0

    Jakiś krzyk wybudził mnie ze snu. Zdezorientowana nie wiedziałam co robić. „Mama płacze! Mama przez Ciebie płacze!” Próbowałam dowiedzieć się o co chodzi. Zaczęłam kilkakrotnie zadawać pytanie: „Co mama robi?!” Nie rozumiałam jak babcia może stać nade mną, odkrywać spod kołdry i krzyczeć. Zaczęłam dochodzić do siebie, jednocześnie przykrywać się, ale jej agresja robiła się jeszcze bardziej gwałtowna. Zaczęła mnie bić. To niezrozumiałe. Jej uderzenia stawały się coraz silniejsze, krzyki głośniejsze. Nie rozumiałam do końca co się dzieje. Byłam wybita z rytmu, w którym obecnie się znajdowałam. Podnosząc rękę wskazałam na drzwi. „Wyjdź stąd!” „Ja mam wyjść?!” Krzycząc zaczęła uderzać mnie w przedramię. Choć kilkakrotne uderzenia były bardzo silne, nie odczuwałam tego. Patrząc Jej głęboko w oczy jeszcze raz nakazałam opuszczenie pomieszczenia. Łzy, które na chwilę się pojawiły znikły równie szybko. Zamknęłam drzwi na podwójny zamek. „Nigdy Ci tego nie wybaczę!” „Nie musisz.”

    Nie wiem o co dokładnie w tym chodziło. O obudzenie mnie? Pokłócenie się? Ja nie wciągam osób trzecich w relację Matka – Córka. To chore.

    Ta sytuacja jeszcze bardziej wpływa na mój wyjazd. Oby ostatnie 10 dni minęły jak najszybciej. Te ostatnie dni więzienia będą przepustką do wolności.


    • RSS